Friday, May 27, 2005

Kryteria oceny

Szykuję się do pełnej analizy dokonań poszczególnych zawodników St. John's Maple Leafs w ostatnim w Nowej Fundlandii sezonie. Wypada więc przedstawić kryteria oceny. Po krótkim opisie danego zawodnika, pojawią się dwie moje oceny autorskie:

1. YAPC - "Year against pro career" - czyli do jakiego stopnia ostatni sezon był dobry/niedobry w kontekście całej kariery zawodnika. To porównanie dotyczy wyłącznie sezonów spędzonych przez gracza na tym samym poziomie rozgrywek, czyli tutaj w AHL.

2. PAT ' "Player against team" - czyli jak dobre/złe wrażenie sprawił określony zawodnik na tle swojego zespołu.

Oba wskaźniki są niezależne od siebie, bo przecież możliwa jest sytuacja, w której gracz X ma relatywnie średni rok, ale jego zespół cieniuje do tego stopnia, że i tak jest jego kluczową postacią. Wtedy w klasyfikacji YAPC miałby np. C-, podczas gdy w PAT np. B+.

Będę przyznawał oceny w anglosaskiej skali:
A - najlepszy rok / MVP zespołu
B - wybitny sezon / kluczowy gracz
C - miewał lepsze lata / średni starter
D - kontuzjowany lub słaby / role player
E - wyjątkowo słaby sezon / występował głównie w zastępstwie kontuzjowanych

Przykładowo zatem, taki Marc Moro w STJ w 2004/05 miałby następujące oceny:
YAPC: A-
PAT: B-

Przyznawszy wartości punktowe (z uwzględnieniem zaokrągleń do pół punktu), po zakończeniu całości indywidualnych ocen, będzie można się pokusić o klasyfikację punktową.

PS. Postaram się poszukać niepaszportowych zdjęć zawodników. Życie nie jest przecież martwą naturą.

Tuesday, May 24, 2005

J.F. Racine

Nie można nie lubić trzeciego bramkarza St. John's Maple Leafs / Toronto Marlies - Jeana Francoisa Racine'a. Od niego właśnie rozpocznę indywidualny przegląd ubiegłego sezonu. Trzeba
przyznać, że J.F. miał nerwy jak postronki: nie dość, że ciągle kursował między St. John's a Memphis w CHL, to jeszcze kilka meczów rozegrał z telefonem pod pachą, kiedy zbliżał się termin porodu wybranki jego serca...

Aleśmy się wtedy denerwowali...


Na zdjęciu JF z młodym kibicem Memphis River Kings

Dwa i pół tysiąca znaków

... dużo to, czy mało? Tyle może mieć najdłuższy tekst komentarza na pierwszej stronie naszego serwisu. W tylu słowach musiałbym się zmieścić.

Spróbujmy się zastanowić. Hm... zadanie trudniejsze niż się wydaje, prawda? To dlatego, że nie myślimy w "znakach". Ale, wbrew obiegowej teorii, nie myślimy również wyrazami, zdaniami, czy akapitami. Myślimy za pomocą ubranych w wypowiadane słowa wrażeń, doznań, odczuć. One przenoszą świat naszych wyobrażeń z głowy na klawiaturę, a stamtąd do głowy drugiej osoby. Bo taką właśnie drogę musi przebyć każdy komentarz w serwisie. Z głowy do głowy. A później do ośrodka w mózgu gdzie tworzą się przekonania lub odpowiedzi w formie polemiki. Wszystko po to, by stworzyć kolejne wrażenia, które będziemy chcieli przesłać do głów kolejnych odbiorców.

Podoba mi się budowanie takiej drogi z głowy do głowy. To bardzo odpowiedzialne zadanie. Chętnie się go podejmę, choćby nawet było trudniejsze niż napisanie tysiąca stu sześćdziesięciu czterech znaków, bo tyle właśnie zajmuje tekst tej notki, który właśnie przeczytaliście. Przeszedł – z głowy do głowy - praktycznie niezauważony, prawda? Z tekstem w serwisie tak być nie może.

Thursday, May 19, 2005

Zespół

Ciągle mam w głowie to na co najbardziej psioczyły tzw. "źródła" zbliżone do zespołu w St. John's. A konkretnie, że Coach Shedden miał zadziwiający dla tych osób sposób komentowania w prasie po meczu indywidualnych postaw swoich graczy. I nie robił tego wyłącznie w sposób typowo amerykański, wspierając poczucie drużyny, odnosząc się do kolektywnego efektu, czy powołując się na oklepanych "wszystkich", "zawsze", i "wzięcie się do roboty".

Shedden nazywał rzeczy po imieniu. Chwalił za konkrety określonych zawodników, nie ukrywał swoich pozytywnych emocji związanych z bezpośrednim wpływem danego hokeisty na przebieg czy wynik spotkania. Pamiętał również o negatywnym feedbacku: niejednokrotnie czytałem o tym, że "XY played like a pussy", "nie dał z siebie wszystkiego", "czy jego backchecking pozostawiał wiele do życzenia". Dzielił się z prasą i kibicami swoimi odczuciami co do tego, jak zmieni ustawienie linii, gdzie przesunie (również na ławę jako healthy scratch) którego zawodnika, kim rozegra kolejny PP. Jestem pełen uznania dla takiej postawy - trener okazuje w ten sposób, że szanuje swoich ludzi do tego stopnia, że, kiedy trzeba, skonfrontuje ich z prawdą, podaną w sposób jawny i jednoznaczny. Tym bardziej, że nie chodziło przecież o tajemnice niedostrzegalne dla oka kibiców.

Jestem pełen uznania dla takiej postawy. Młody w większości zespół, który miał możliwość rozwijać się przez dwa lata w tak konkretny sposób wie czego oczekiwać od nowego trenera (nadal nie wiadomo, kto nim będzie). Jestem absolutnie przekonany, że kiedyś będą wspominać pozytywnie to, czego nauczyli się od Sheddena.

Ta prawda obowiązuje nie tylko w profesjonalnym hokeju. Każdy zespół, który ma do spełnienia określone cele musi wiedzieć, że jego członkowie moga liczyć na wzajemne wsparcie - również w formie negatywnej informacji zwrotnej. Żadne przedsięwzięcie nie rozwija się wyłącznie poprzez zapewnianie o tym, że wszystko będzie dobrze. Potrzeba zrównoważonego spojrzenia również na sprawy, które trzeba poprawić. Odpowiedzialność za to spoczywa na tych, którzy mają mentalność "trenera" - biorą na siebie ryzyko, że ich opinie mogą nie spodobać się tym, którzy są tylko zbliżeni do źródła, ale nie wypływa z nich nic orzeźwiającego. Może dlatego rwące niejednokrotnie rzeki bardziej pociągają mnie niż zarośnięte szuwarami stawy. Jestem przekonany, że Doug Shedden podziela moje zdanie.

Friday, May 13, 2005

Zgodzili się wstępnie

No no, wygląda na to, że ciało się zgodziło. Ciało redakcyjne znaczy się - będę miał okazję napisać tekst w kolumnie na pierwszej stronie "(nazwisko) komentuje. Przy takich nazwiskach dziennikarskich, jakie były tam przede mną, poczytuję to sobie za wyraz pewnego uznania. W końcu od nmałego chciałem być dziennikarzem sportowym, nie?

W nawiązaniu do aktualnego tekstu, napiszę dlaczego my Polacy tak bardzo zainteresowaliśmy się AHL i ligami niższymi. Owszem było kilku z nas, którzy już wcześniej zgłębiali ten temat, ale na większą skalę to chyba dopiero lokaut w NHL otworzył drzwi świadomości na taką skalę. Nie jest to jednak, moim zdaniem, li tylko związane z brakiem hokeja na najwyższym profesjonalnym poziomie. Zamierzam udowodnić tezę, że AHL/OHL/WHL i NCAA wdarły się do naszej świadomości, dlatego że chcemy być w pierwszym rzędzie na premierze spektaklu pt. "Narodziny gwiazdy". I nie chodzi mi tu wcale o Crosby'ego. Raczej o całe dwie generację zawodników, przy których "narodzinach" my, kibice w Polsce, nie mogliśmy uczestniczyć w tak pełnym stopniu jak teraz. Będzie się działo...

Monday, May 09, 2005

Psy Alfa i Beta

Alpha and beta-dogs - brzmi znacznie lepiej po ichniemu. W czym rzecz? W osobowości "przewodnika stada", cechach lidera, który jest w stanie poprowadzić (jako trener) zespół do sukcesu. Ten wątek to niejako pogrobowiec tematu o Sheddenie, a wcześniej o kapitanach...

Mówi się, że dobrymi kandydatami do objęcia posady trenera w Toronto Marlies są byłe ikony Maple Leafs: Doug Gilmour (type-A) i Wendell Clark (type-B). Że pierwszy nadawał by się na przywódcę, wyznaczał kierunek, motywował, określał miejsce w składzie i strategię, a drugi - byłby świetnym aystentem, uzupełniał i przekładał wizję na konkrety. Bardzo lubiłem Clarka w jego latach na LW w Leafs. Dla *mnie* to on właśnie łatwiej trafiałby do chłopaków... Jest typem B, podobnie jak ja. Może dlatego ta kandydatura bardziej mi się podoba, że w życiu zawodowym gram rolę psa alfa?

Wrócę jeszcze do tego tematu...

Friday, May 06, 2005

Do połowy pełna

Szklanka z napisem "Coach Doug Shedden" okazała się do połowy pusta w oczach Johna Fergusona Jra i Shedden nie jest już trenerem afiliacji Toronto Maple Leafs. Jego kontrakt skonczył się po nieudanej serii przeciwko Manitobie i nie zostanie przedłużony. JFJ już poszukuje kandydatów do nowej pracy w "nowym" klubie, mówi się m.in. o Gilbercie, Gilmourze lub Actonie. Ten ostatni chyba byłby niezłym kandydatem, ale tutaj trzeba patrzeć przyszłościowo - nowy trener musi mieć papiery na zastąpienie za rok Pata Quinna w NHL.

Dla mnie ta szklanka była jednak do połowy pełna. Dlaczego?

(1) Doug Shedden był prawdziwym liderem, potrafił podejmować decyzje, wyjaśniać ich i bronić, nawet kiedy były kontrowersyjne (mieszanie ze scoring line przez cały sezon, "odwzorowywanie" ruchów Carlyle'a w p-o);

(2) Mówił otwarcie o problemach zespołu, potrafił mobilizować graczy z dnia na dzień wskazując (w prasie!) słabe ogniwa. Grał z zespołem w otwarte karty, gdzie każdy mógł liczyć na uznanie za wkład do gry, ale i połajankę za przejście obok meczu;

(3) Miał sporo szczęścia (a tego potrzeba każdemu trenerowi) we wprowadzaniu do gry zawodników zastępujących kontuzjowanych graczy. Jakoś podejrzanie dobrze wprowadzili się do zespołu kolejno Hubbauer, Williams, Englehardt, Murphy, Beetchey i Fulghum. Potrafił znaleźć dla nich miejsce i rolę, w której nie tylko przetrwali, ale i się rozwinęli. Nie każdy by się nie poddał, przy takiej fali kontuzji;

(4) Poprowadził zespół do zakończonego sukcesem sezonu zasadniczego oraz do pierwszej rundy p-o. Sprawdźcie sami, jak często STJ trafiał do p-o wcześniej podczas czternastoletniego pobytu klubu w Nowej Funlandii.

Będę dobrze wspominał Douga Sheddena. Coach Shedden - respect! Nie był doskonały, ale któż z nas jest? Miał jednak to, o co następny trener Marlies dopiero będzie się starał: szklankę do połowy pełną.

Około trzydziestu

Ponoć około trzydziestu zawodników o aktualnych kontraktach w NHL lub innych zespołach AHL odmówiło w ciągu ostatniego sezonu gry w St. John's Maple Leafs ze względu na lokalizację drużyny w Nowej Funlandii... Jako zasadniczy powód podawali odległość od "świata" (nawet dla Kanadyjczyków jest daleko), nieprzyjazny klimat i konieczność zmiany stref czasowych przy podróżowaniu gdziekolwiek. Około trzydziestu... w to nie uwierzę, ale kilku, kilkunastu? Brzmi prawdopodobnie. Szczególnie biorąc pod uwagę falę kontuzji jaka przetoczyła się przez Buds w tym roku. Szkoda, że czynniki takie jak (nie)szczęście do zdrowia i lokalizacja miały tak duży wpływ na wynik w p-o.

Z drugiej strony, farma Leafs przenosi się teraz do samego Toronto. Dużo bliżej "wielkiego świata", serce hokeja w stanie Ontario, miejsce gdzie dorasta wiele przyszłych gwiazd. Czy to skłoni graczy na poziomie AHL do bardziej przychylnego spojrzenia na Marlies? Oby - w razie czego chętnie podam numer do Joela "Cwieta" Kwiatkowskiego - przynajmniej on zdążył przekonać się od połowy sezonu, że Nufie to intrygujący stan umysłu. Zdrowego na umyśle, dodam...


Counters